Cud, czy nie… Nieważne…

Rok temu podczas końcówki wakacyjnego pobytu nad morzem spotkaliśmy pewnego pana, który tak samo jak my w zwykłej knajpce zamówił sobie flądre z bułką… Właściwie cały czas siedział na telefonie, klął, krzyczał i coś wyraźnie komuś tłumaczył, w tym czasie spojrzał raz na Terenie, potem drugi, wstał i podszedł do niej, wciskając do ręki 100zł.. (Pamiętem jak mimo naszych oporów, bardzo nalegał). Zdumienie nasze sięgało zenitu, ponieważ naprawdę w tym momencie z powodu poślizgu w pewnym przelewie ta kwota przydała się Tereni i zabezpieczyła spokój w rodzinno-wakacyjnych finansach…

Dziś… wracamy z działki (zbieraliliśmy jabkła na m.in. na kompot) wracamy obładowani, zbliżamy się do ogrodzenia i mijamy pewnego staruszka ciągnącego mozolnie wózek z torbami wypełnionymi letnimi zbiorami, który to pokątnie uśmiechnął się i przepuścił wózek tereni… Gdy już doszliśmy do naszego auta i zanim się zapakowaliśmy dogonił nas i zapytał czy mamy maliny, zaraz dodając że chce je wręczyć osobiście Tereni, oczywiście zgodziliśmy się… Sięgnął do torby i wyjął 1,5 l pudełko malin, zaraz po tym wrócił spojrzał się jeszcze raz, zagrzebał w torbie wyjął kolejne pudełko tym raz porzeczek i ponownie wręczył je Tereni skromnie odchodząc w swoją stronę…

Można zadać sobie pytanie, (co zresztą poczyniliśmy) co łączy te dwie przygody?

Naszym zdaniem absolutnie wszystko…. Dziękujemy….

Wieczorne rozmyślania Mamy…

Nigdy nie przypuszczałam,że Teresa będzie w Warszawie czuła się jak „ryba w wodzie”. Hałas, pęd, oczekiwanie na komunikację, poszukiwanie połączeń, przeciskanie się przez tłumy to ostatnia atrakcja, którą pomyślałabym aby fundować dziecku niepełnosprawnemu na turnus rehabilitacyjny . Dziś wybrałyśmy się na naszą już trzecią wycieczkę w Warszawie tym razem opatrzność podsunęła nam wspaniałych towarzyszy podróży. Julia z mamą Martą wybrały się z nami na Rynek Starego Miasta. Spacer pod wielką górę na Zamek Królewski i wędrówka po kostce z wózkami to nie bagatelny wyczyn- można to porównać do wysiłku w Clubie Fitness/Siłownia hahahaha.
ta1a
Na Starówce Warszawskiej nie mogłyśmy oprzeć się lodom,oraz pięknym rzeźbom z których jedna przypominała naszego Piksela w rzeczywistości był to Lew, występy muzyków przykuwały ucho- przypominały o tacie, który grywa na gitarze! Nasz wspólny spacer, był bardzo radosny, Terenia i Julia ciągle żartowały sobie, rozmawiały, wariowały i zwyczajnie były ze sobą.Teresa była bardzo zadowolona że nie byłyśmy same. Na koniec „wędrówki” spotkałyśmy się z Agnieszką Bal i jej mamą. Ten czas jest dla mnie szczególny , rozmowa z Agnieszką, rozmowa z jej mamą to było 20 minut skróconego wykładu , poradnika „życie z niepełnosprawnością .” To był cudowny dzień, wspaniale spędzony.

 — dobrze.